young german and polish journalists about auschwitz
Kategorie: Wszystkie | about us | auschwitz | beside | kraków | ludzie
RSS
piątek, 26 stycznia 2007
It is never as it seems

Everybody knows the picture of the concentration camp in Auschwitz-Birkenau. In the foreground you can see the railway track leading to the gate of the camp which is located in the background (see picture of article "Wir sind die letzten Mohikaner" in kategory "auschwitz").

Researcher scientists showed test persons this picture and most of them say the picture shows the way towards the camp and they believe the camp is behind the gate and it leads to the entrance of the camp.

But as visitors of Birkenau know the picture shows the view from the inside. You have a look to the exit so to speak.

-cs

14:40, beside2007 , auschwitz
Link Dodaj komentarz »
Empatia i porozumienie

O nie zawsze łatwych polsko-niemieckich spotkaniach z Elą Pasternak - koordynatorką polsko-niemieckich warsztatów dziennikarskich w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu rozmawia Justyna Kozioł.

- Czy w Niemczech odczuwa się potrzebę spotykania się z Polakami, organizowania wspólnych projektów? Czy młodzi Niemcy chętnie spotykają się ze swoimi rówieśnikami z Polski?

- Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu razem z Akcją Znaków Pokuty/Służba dla Pokoju organizuje polsko-niemieckie projekty od 20 lat. Nasza współpraca jest bardzo intensywna, co świadczy o dużym zainteresowaniu strony niemieckiej. Spotkania te mają w Niemczech bardzo dużą rangę, chyba nawet większą niż w Polsce, co związane jest z tym, że w Polsce do 1989 r. nie mówiono o wszystkim, w nauczaniu o historii i Holokauście było wiele białych plam. Niemcy o swojej historii zaczęli dyskutować dużo wcześniej, choć oczywiście inaczej wyglądało to RFN a inaczej w NRD. Nasze spotkania to nie tylko nauczanie historii ale przede wszystkim budzenie empatii, otwarcia na innych i szukanie porozumienia. Nie uczymy nikogo w sposób akademicki. Bardzo cenny jest fakt, że do naszego Domu nie przyjeżdżają ludzie przypadkowi. Ci, którzy tu są, trafiają z podobnej motywacji, co od razu daje im pretekst do wspólnych rozmów.

- Ile grup niemieckich przyjeżdża rocznie do MDSM?

- W ubiegłym roku gościliśmy 180 grup studyjnych. Młodzież spędza u nas zazwyczaj cztery  do siedmiu dni. Każdej grupie, która do nas przyjeżdża, zapewniamy opiekuna – są to albo wolontariusze, albo pedagog. Ponadto w ciągu roku proponujemy od 25 do 30 projektów, jak np. warsztaty dziennikarskie, na które przyjeżdża już nie zorganizowana grupa, ale osoby nie znające się wcześniej, z całej Polski czy Niemiec. Oprócz projektów międzynarodowych istnieje też trzeci filar naszej działalności, czyli praca dla społeczności lokalnej. Nie chcemy bowiem funkcjonować w oderwaniu od mieszkańców Oświęcimia i ich problemów. Te programy różnią się od pozostałych, ponieważ wiadomo, że oświęcimianie żyją z historią Auschwitz na co dzień.

- Jaki jest stan wiedzy historycznej młodych Niemców? Co wiedzą o wojnie, a o czym trzeba im mówić?

- Młodzi Niemcy mają dużą wiedzę o Holokauście, stosunkowo mało wiedzą natomiast o okupacji w Polsce. Trudno im określić np. grupy ofiar – nacisk kładą głównie na zagładę narodu żydowskiego. Oczywiście fakty są faktami: 90% ofiar w Auschwitz rzeczywiście stanowili Żydzi, ale jako Polacy patrzymy na to z naszego punktu widzenia i pamiętamy o polskich ofiarach. Spotkanie, rozmowa, realizacja wspólnego projektu w międzynarodowej grupie dają młodym ludziom możliwość szerszego spojrzenia i poznania innej, niż własna, wizji historii. Jest to znacznie skuteczniejsze, niż przeczytanie o tym w podręczniku, tym bardziej, że w Europie nie ma i niemożliwe jest napisanie jednego podręcznika do historii.

- Czy zdarzają się konflikty w trakcie polsko-niemieckich spotkań?

- Konfliktu merytorycznego nie ma, nie ma polemik z faktami. Da się natomiast zauważyć różnice w socjalizacji, np. w polsko-niemieckiej grupie w wieku ok. 17-19 lat Niemcy są bardziej otwarci na nowe wiadomości, inna jest ich gotowość do dyskusji, co wynika z mniej autorytarnego sposobu nauczania w niemieckich szkołach. Z kolei w starszych grupach, po stronie niemieckiej widać wyraźnie duże zaangażowanie w politykę informacyjną i budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Niemcy mają większą świadomość tego, jak duży wpływ mogą mieć otoczenie, angażują się w niezliczoną ilość organizacji i stowarzyszeń. Jest w ich duża potrzeba i chęć działania. W Polsce ciągle musimy się tego uczyć. Polacy, i to nie tylko ci młodzi, tak naprawdę sami jeszcze nie wiedzą, czy jako jednostka mogą mieć jakiś wpływ na otoczenie, czy wprost przeciwnie.

- Wkrótce przystąpisz do egzaminu przewodnickiego po Muzeum w Auschwitz-Birkenau. Czy przewodnicy oprowadzający grupy niemieckie po terenach byłego obozu są do tego specjalnie przygotowywani? Jak należy opowiadać Niemcom o Auschwitz?

- Nie różnicuje się sposobu oprowadzania w zależności od narodowości. Podstawa to bardzo precyzyjne odtworzenie faktów i unikanie ich powtarzania. Trzeba wiedzieć, co dana grupa już wie o historii i z tego powodu dobrze jest mieć świadomość, czego młodzi Niemcy uczą się w szkole. Np. podczas, gdy dla Polaków przełomową datą jest rok 1939, dla Niemców historia nazizmu rozpoczyna się w roku 1933 wraz z dojściem Hitlera do władzy. Temu służy też rozmowa przewodnika z grupą i pytania, jakie zadaje się w trakcie zwiedzania, np. z czym kojarzy im się styczeń 1942 r. i czy słyszeli o konferencji w Wannsee. Niezwykle cenne jest tutaj doświadczenie i umiejętność empatii. W przypadku Niemców wiadomo, że ich napięcie jeszcze przed zwiedzaniem obozu jest bardzo duże. Przywożą ze sobą mnóstwo obrazów i klisz, które chcą w Oświęcimiu zrewidować a bardziej odważni decydują się na spotkanie z Polakami, m.in. w naszym Domu.

09:07, beside2007 , ludzie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 stycznia 2007
Arbeit macht frajer

Nagle ich świat przestał wyglądać jak dawniej. Moment wkroczenia gestapo do domu oznaczał koniec dotychczasowej codzienności.



Jeszcze tylko podróż, przychylna opinia lekarza SS, zastąpienie nazwiska numerem obozowym i rozpoczynał się nowy etap - życie obozowe. Życie, z którym za wszelką cenę należało sobie poradzić.

Obcy tłum, mówiący w różnych językach, pozornie nic go ze sobą nie wiązało. A jednak, zostali 'wybrani i oznaczeni'. Pozbawieni wszystkiego, co ludzkie. Łączyły ich nie tylko wyrządzone im okrucieństwa, ale przede wszystkim wspólny cel - przeżycie.

'Jedyne wasze wyjście jest tam'- mówił Lagerkomendant, wskazując równocześnie na niebo i napis przymocowany do bramy obozu Auschwitz śmiejąc się szyderczo. Pasiaście ubrani mężczyźni starali się nie ulegać esesmanom, wykrzykując 'Arbeit macht frajer!'. Był to ich sposób na walkę. 'Pracowały oczy i uszy - nie więzień' - mówi Kazimierz Smoleń, były więzień obozu.

Ironia była w obozie najskuteczniejszym lekarstwem. Drwili nie tylko z prześladowców i pracy, ale przede wszystkim ze śmierci. Opowiadano o niej jako o niezwykle pięknej, kuszącej kobiecie, której oni i tak nie ulegną. W roku 1942 było o wiele trudniej, gdy dym z krematoriów nieustannie unosił się nad Auschwitz. Każdy dobrze wiedział o zbiorowych mordach tysięcy osób. Humor, choćby 'wisielczy', wśród codziennych trosk odgrywał ważną rolę. 'Stoi komin murowany, ale my go wykiwamy' - powtarzali, czując zapach palonych ciał.

Kazimierz Smoleń dziś na temat obozu rozmawia z młodzieżą różnej narodowości. Twierdzi, że o minionych wydarzeniach powinniśmy wiedzieć jak najwięcej, by nigdy nie popełniać tych samych błędów. Nie wini młodego pokolenia Niemców za zbrodnie dziadków.

Teresa Rut

17:06, beside2007 , auschwitz
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
zapraszamy do drugiej redakcji interjournalists